E-learning zamiast Uczelni?

To trochę prowokacyjne pytanie zadawane jest od pewnego czasu w różnych formach. Jedną z nich jest artykuł Sylwestra Gregorczyka w elektronicznym wydaniu e-mentora. To także pytanie budzące obawy wśród sporej części wykładowców oraz euforię wśród fanatycznych zwolenników tej formy nauczania.

Jestem entuzjastą e-learningu, ale zdaję sobie sprawę z tego, że pomimo swoich wszystkich walorów, jest on tylko jedną z form nauczania. Nowoczesną, bardzo rozwijającą, ale wyłącznie formą nauczania. Wbrew pozorom: także nie najlepszą.

ABSOLUTNIE jestem przeciwny wyłącznemu kształceniu anatomii w takiej formie.

Dlatego, że:
a) NIC NIE ZASTĄPI kontaktu z żywym człowiekiem o wysokiej wiedzy i kulturze osobistej, pasjonującej rozmowy, obserwacji wyrazu twarzy czy polkepania po ramieniu dla otuchy...
b) żaden, nawet najlepszy program komputerowy nie jest w stanie zastąpić kontaktu z pacjentem, możliwości uczenia sie na realnym ciele czy też używania modeli
c) uczelnia (pojmowana jako miejsce i czas spotkań ludzi) swoją atmosferą prowokuje do studiowania. Robiąc kanapki przy komputerze pozbywamy się tej magii

E-learning jest przydatny w kształceniu, ale stosowany wyłącznie sam dla siebie w nauczaniu anatomii moim zdaniem nie jest najlepszym sposobem edukowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz