Najskuteczniejszy oszukiwacz studenta: egzamin testowy

Przed przeczytaniem spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie:  Jaka forma egzaminowania jest najlepsza? 

W naszym systemie edukacyjnym przyjęło się, że większość przedmiotów, kursów, a nawet całych studiów (patrz LEP) zakończonych jest egzaminem. I to egzaminem w formie testu "spośród podanych wybierz jedną najlepszą odpowiedź". Dzisiaj piszę o mocnych i słabych stronach tego typu egzaminowania i wyjaśniam dlaczego nie uznaję egzaminu testowego za najlepsze rozwiązanie.


Wprowadzenie egzaminu testowego znacznie ułatwiło życie studentom jak i prowadzącym. Tym pierwszym daje poczucie sprawiedliwości (identyczne kryteria dla wszystkich), rzetelności sprawdzania wiedzy (różnorodne zagadnienia, a nie tylko wypracowanie na jeden, zadany temat) oraz daje szybkie wyniki (przy sprawnym systemie komputerowym nawet po godzinie od zakończenia egzaminu). Tym drugim daje również poczucie sprawiedliwości, rzetelności oraz szybkości. Poza tym testy są stosunkowo łatwe do przygotowania, tanie i sprawne w przeprowadzeniu.

Na pierwszy rzut oka egzamin testowy wydaje się idealny. Ale ma też wady, w tym mająca najpoważniejsze konsekwencje -

sprawdza prawie wyłącznie wiedzę.
Dla mnie jest to bardzo poważny zarzut, ponieważ uważam, że celem edukacji nie jest wyłącznie przekazywanie wiedzy.
Myślę, że jasne jest powiedzenie: Aby pomóc rybakowi zamiast dawać mu ryby, daj mu wędkę.  Analogiczna sytuacja jest w edukacji. Nasi studenci to rybacy. To oni w przyszłości będą wykonywali konkretny zawód. Dając im wyłącznie wiedzę skazujemy ich w gruncie rzeczy na bezrobocie. 
Celem edukacji jest (1) wiedza, ale ważniejsze od szczegółowej, teoretycznej faktografii są rzetelne (2) umiejętności oraz najtrudniejsze do zdefiniowania (3) postawy i zachowania. Odnoszę wrażenie, jako produkt naszego systemu szkolnictwa wyższego, że gros nauczycieli skupia się prawie wyłącznie na pierwszym, a wcale nie najważniejszym celu.


  • W jaki sposób testem można sprawdzić poprawność wkłucia dożylnego? Umiejętności gromadzenia i przetwarzania baz pacjentów? Spotkanie z rodziną osoby, która zmarła na stole operacyjnym? Poprawność wykonania masażu? Bezpieczne wykonanie zdjęcia rentgenowskiego? 
  • A czy da się sprawdzić czy kość księżycowata sąsiaduje z kością grochowatą? Jakim szlakiem przewodzony jest ból? Przez który otwór czaszki przechodzi nerw wzrokowy?

Zdecydowanie testem da się sprawdzić (1) wiedzę (powyższy akapit),  jednakże sprawdzenie (2) umiejętności jest bardzo ograniczone, a (3) sprawdzenie zmian postaw i zachowania jest prawie niemożliwe.

Stawiam wobec tego pytanie:
Czy nie oszukujemy studentów przeprowadzając wyłącznie egzamin testowy?

Tą formą sprawdzania utwierdzamy ich w przekonaniu, że celem studiów jest zdobywanie wiedzy. Podświadomie każdy przyjmuje egzamin z danego przedmiotu za coś najważniejszego, swoisty cel do osiągnięcia. I ugruntowuje pozycję wiedzy jako najważniejszego celu danego przedmiotu. Jeżeli z większości przedmiotów są egzaminy testowe, to niemal jestem pewny (jako student), że celem mojego studiowania jest wyłącznie ogarnięcie danej (często sporej) dawki materiału. A to nie jest prawdą.

Podam teraz przykład z książki "Teaching for better learning. A guide for teacher of primary health care staff." opisujący historię pewnej dziewczyny.

Po skończeniu studiów pielęgniarskich dziewczyna z dyplomem wróciła do swojej rodzinnej wsi. Podróż była długa i wyczerpująca, bo dom rodzinny był oddalony od zabudowań, a nikt nie miał samochodu. Wszyscy byli zadowoleni z jej powrotu, ale najdumniejsza była chyba matka. Na dyplomie córki widniały dobre noty z egzaminów. Po wstępnym przywitaniu matka powiedziała:
Jakie to szczęście, że właśnie teraz przyjechałaś, bo dziecko twojego brata czuje się bardzo źle i wygląda na bardzo odwodnione. Jak myślisz, w jaki sposób możemy mu pomóc?
Dziewczyna poszła do pokoju i pierwsze co pomyślała to żeby natychmiast pojechać do szpitala. Ale sprawa nie była taka łatwa i dziecko wymagało natychmiastowej reakcji. Pomyślała o tym o czym była uczona: była w stanie przypomnieć sobie szczegóły budowy układu pokarmowego z zajęć z anatomii, pamiętała także (o dziwo) równania dotyczące równowagi wodno-elektrolitowej (z zajęć z fizjologii). Widziała także, jak nauczyciel na wykładzie prezentował slajdy i pokazywał w jakich proporcjach przygotować mieszaninę soli i cukru w przypadku odwodnienia. Ale nie mogła sobie przypomnieć dokładnej dawki.
Obawiała się, że może przygotować coś źle, ale nie miała czasu na nic innego. Zrobiła roztwór i podała je dziecku. Roztwór zawierał złe proporcje soli i cukru. Dziecko zmarło.

Morał:
Niektóre kursy medyczne i paramedyczne mogą być zupełnie nieprzydatne, ponieważ uczą tego, co w rzeczywistości nie jest ważne. Kurs tej dziewczyny był zły, ponieważ nie poświęcono w nim wystarczającego czasu na uczenie umiejętności, które naprawdę powinna posiadać pielęgniarka.

To bardzo drastyczny przykład. Pozwolę sobie zacytować jeszcze Kierownika Kursu Przewodnickiego w którym uczestniczyłem. "Na pierwszej wycieczce, którą będziesz prowadził komercyjnie żaden turysta nie ma prawa zorientować się, że robisz to pierwszy raz w życiu. Kurs jest od tego, aby po jego zakończeniu być profesjonalistą gotowym do wyjścia na ulicę." Dwie różne dziedziny życia, ale identyczny punkt widzenia.

Uważam, że studia medyczne i paramedyczne powinny przygotowywać profesjonalistów, a nie przeteoretyzowanych i nabitych niepotrzebną wiedzą ludzi, którzy tak naprawdę uczyć się zaczną dopiero w pracy. Szkoda ich życia. Kładąc nacisk na egzamin testowy pokazujemy studentom, że centralnym punktem ich procesu nauczania jest wkuwanie informacji.


O tym, jakie są inne, skuteczne formy egzaminowania i kiedy egzamin testowy jest przydatny piszę w następnym poście.

6 comments:

  1. Wiadomo, że zarówno teoria jak i praktyka są bardzo ważne. Lecz dla mnie i pewnie dla wielu a może i prawie wszystkich ważniejsza jednak jest ta druga (praktyka) czyli umiejętność wykonywania danego zadania, rzeczy niż tylko wiedza jak to się wykonuje,robi. według mnie nauczyciele w szkołach większy nacisk powinni właśnie kłaść na praktykę. Co do teorii to wiadomo,że są rzeczy, których należy nauczyć się na pamięć chociażby tego, że np. w nosie występuje coś takiego jak małżowina nosowa dolna i że po łac. to concha nasalis inferior lecz ważniejsze jest to co np. robić podczas krwotoku z nosa. Według mnie też ogólnie w różnych szkołach powinny być bardziej doceniane te osoby, które nauczyły się czegoś po swojemu i poszło im trochę gorzej na egzaminie lecz odpowiadały,pisały swoimi słowami nie uczyły się na pamięć od tych którym poszło trochę lepiej gdyż wkuli na blachę i powiedzieli to czy napisali no...często bez zrozumienia. Jeśli chodzi o testy to moim zdaniem są dobre. Nie chodzi mi tu o testy typu (zaznacz jedną poprawną odpowiedź)lecz o takie połączone też z pytaniami otwartymi i (zaznacz jedną lub więcej poprawnych odpowiedzi z pośród np. 5) u mnie w medyku tak było.
    http://www.anatomia24.pl/ a to taka strona gdzie, kiedyś czasem wchodziłem. Oprócz opisów układów, narządów jest tam też dużo testów z anatomii co prawda jednego wyboru ale po polsku :) (no...łacina też jest)
    Jacek.

    ReplyDelete
  2. Poruszyłeś kilka interesujących dla mnie kwestii:
    1. Nauczanie praktyczne
    2. Nauczanie pamięciowe
    3. Sprawdzanie (egzaminowanie)
    4. Łacina

    Ad 1-3. Porównaj te pytania:

    *A*Wymień w kolejności nazwy naczyń krwionośnych transportujących krew z lewej komory do tętnicy udowej.

    *B*Poprowadź cewnik do koronografii z dostępu udowego do t. wieńcowej prawej.

    Jedno i drugie pytanie sprawdzają to samo. Ale które z nich promuje "wykucie na blachę" a które wskazuje na praktykę?

    Ad. 4. Przewrotnie, ale zupełnie poważnie zapytam: po co uczyć się łaciny?

    ReplyDelete
  3. Myślę, że rozumiem ten przykład. Aby lekarz mógł dobrze przeprowadzić zabieg (praktyka). Musi znać przebieg naczyń (teoria). Ja zawsze wolałem uczyć się teorii podczas praktyki niż na odwrót. Takie Quizy, gry, prezentację itp. z dużą ilością obrazów też są bardzo dobre no...właśnie dla tego tu wchodzę. A jeśli chodzi o łacinę no wiadomo jest uniwersalnym językiem medyków tak jak np. język migowy osób głuchoniemych czy alfabet morse'a. Ja akurat lubiłem uczyć się tych podstawowych łacińskich nazw anatomicznych na moim kierunku lecz połowy i tak już nie pamiętam. Jeśli chodzi o egzaminy były praktyczne i teoretyczne (ustne i pisemne(w różnych formach)). Ja najbardziej lubiłem te praktyczne,gdzie trzeba było coś wykonać i pisemne w formie takiego testu jak pisałem wcześniej. Jeśli chodzi o egzaminy ustne to najmniej je lubiłem. Mniej czasu na pomyślenie, większy stres, język się plącze. No ale wiem, że musi być wykorzystywany każdy sposób, przecież muszą być jakieś urozmaicenia (;
    Jacek rtg

    ReplyDelete
  4. Uczył pan kiedyś w Polsce a teraz uczy pan za granicą. Może mógł by pan kiedyś w jednym z postów dokonać takiego porównania (chodzi mi tu o studentów, naukę, wykładowców itp.) jak to jest tu a jak to jest tam. Wszystko oczywiście subiektywnie.
    Jacek

    ReplyDelete
  5. Porównanie: studenci i wykładowcy SĄ TACY SAMI.
    Inne są systemy, w które owi są zaprzęgani.

    System w Polsce ma swoje dobre i złe strony. System angielski również. Ale ŻADEN nie jest doskonały. Powiem więcej, kompromis między nimi byłby jeszcze gorszy.

    Jednak pomimo tego, że wychowany jestem w systemie polskim, to bardziej do mnie trafia ten, którego ostatnio doświadczam.

    I dlatego czasami dzielę się na tym blogu spostrzeżeniami dotyczącymi filozofii nauczania przedmiotów podstawowych (jakim jest niewątpliwie anatomia na poziomie, którego jak na razie nie chcę przekraczać).

    Bo bardziej odpowiada mi:
    - promowania studiowania, a nie zakuwanie i zaliczanie danego przedmiotu
    - zrozumienie, że procesie nauczania MUSZĄ występować błędy
    - przejście z przeteoretyzowania na działanie praktyczne
    - program skupiony na studencie a nie na wykładowcy (ale bez "terroryzmu studenckiego" i podlizywania się studiującym)
    - wspólne tworzenie nowej wartości, a nie traktowanie "to ja jestem najlepszy" i zamknięcie na jakąkolwiek krytykę

    ReplyDelete
  6. "Dziewczyna poszła do pokoju i pierwsze co pomyślała to żeby natychmiast pojechać do szpitala." - czyli ona wiedziała że nie wie, i jej pierwsza reakcja była trafna. A te proporcje to mogła sprawdzić w jakiejś książce. Albo zadzwonić gdzieś. Chyba ze miała zakaz ujawniania swojej niewiedzy.

    A to nie byłby właśnie efekt założenia (projektowego) "wypuszczamy absolwenta i on umi wszystko, w 100% gotowy do samodzielnego działania" (coś jak ten pan ze stowarzyszenia wycieczek turystycznych), a to w naukach medycznych niemożliwe (bo wiedza zbyt obszerna, a odpowiedzialność zbyt duża?)

    ReplyDelete