Święty wykład (cz. I)

Czy zajęcia na uczelni wyższej można prowadzić bez wykładów? Albo bardziej generalnie: czy w procesie nauczania można zrezygnować całkowicie z wykładów? To zależy. Zależy od (1)sposobu ich prowadzenia, (2) charakteru naszego przedmiotu oraz... (3)podejścia do nauczania. Z punktu widzenia wykładowcy jest to najważniejszy element w procesie nauczania. Z punktu widzenia studenta często jest najmniej przydatny element w procesie uczenia się. Dzisiaj piszę o sposobie prowadzenia wykładów.

Powiedzmy to sobie szczerze:
wiele wykładów jest po prostu nudnych.
  • Jeżeli widzę wykładowcę, który z pożółkłymi notatkami przychodzi na zajęcia i coś mamrocze pod nosem, to wykład uważam za stratę czasu (zarówno mojego jak i wykładowcy).
  • Jeżeli wykładowca prowadzi prezentację w Power Poincie, która polega na odczytaniu punktów wyświetlanych na ekranie, to wykład uważam za stratę czasu (zarówno mojego jak i wykładowcy).
  • Jeżeli wykład trwa bite 2 godziny zegarowe (albo dłużej) bez przerwy, to wykład uważam za stratę czasu (zarówno mojego jak i wykładowcy).
  • Jeżeli wykładowca nie jest kompetentny w treściach, które głosi i już na samym wstępie przeprasza słuchaczy, że dzisiejszy temat nie jest jego głównym nurtem zainteresowań i robi to tylko gościnnie, to wykład uważam za stratę czasu (zarówno mojego jak i wykładowcy).
W każdym z powyższych przypadków śmiało można zrezygnowac z prowadzenia wykładów. Szkoda czasu - zarówno wykładowcy, jak i słuchaczy. Wykład nie służy przecież do "odsiedzenia" i "odsłuchania" (a, o zgrozo, część studentów przyjmuje to za oczywistość!). W żanym przypadku wykład nie powinien być męką dla słuchaczy.

Celem wykładu jest przekazanie wiedzy,
a wiedzę możemy przekazać w rozmaity sposób. Obecnie dysponujemy różnorodnymi możliwościami/formami/metodami przekazywania wiedzy, a wykład jest wyłącznie jedną z nich. I, co może być zaskakujące, wcale nie najważniejszą. Mamy bardzo dobre drukowane podręczniki, zbiory testów, atlasy, animacje, filmy, dobre dydaktycznie strony internetowe. Możemy przygotować i udostępnić podcasty lub videocasty dla naszych studentów lub zrzucić część ciężaru nauczania na komercyjną platformę e-learningową.

Dobrze napisany podręcznik jest dużo lepszy od kiepskiego wykładu (co wydaje się oczywiste). Dlaczego w takim przypadku to podręcznik nie może być głównym źródłem informacji, a rola wykładu podrzędna względem niego? Uczciwy wykładowca sam powinien ocenić (ewntualnie wziąć sobie do serca wyniki ankiet dydaktycznych), czy rzeczywiście jest lepszy od podręcznika...
Skróćmy wykłady!
Długi, dwugodzinny wykład z powodzeniem można skrócić do 45 minutowego kompendium/spotkania ze studentami podczas którego zwróci się uwagę na najważniejsze koncepcje, przekrojowe potraktowanie tematu czyli stworzenie całościowego obrazu tematu i stworzenia łącznika między naszym przedmiotem, a innymi gałęziami wiedzy. Od szczegółowych informacji są seminaria i ćwiczenia oraz zasoby e-learningowe.
A jak już koniecznie chcemy poprowadzić długi wykład to lepiej spotkać sie dwa razy w tygodniu po 45 minut niż raz "zaliczyć" dwie bite godziny. Zdolności absorbcyjne naszych słuchaczy na wykładzie dramatycznie maleją po ok. 20 minutach (jeżeli jest on wyłącznie "przegadany"). W związku z tym dłuższe siedzenie jest wyłacznie oszukiwaniem samych siebie. My oszukujemy, że uczymy, stydenci oszukują, że uczą się.

Podsumowując, w nietórych okolicznościach warto zupełnie zrezygnować z prowadzenia wykładów (szczególnie wówczas, gdy są prowadzone źle). I może w końcy naszedł czas, aby zrozumieć, że nie jest to najlepsza metoda dydaktyczna.

Święty wykład (część II)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz